sobota, 4 maja 2013

Aki x Kei XVII- Lęk

Wybaczcie obsuwę, ale dopiero co wróciłam z majówki, wcześniej nie miałam szansy dodać nowej noty.
P.S skoro już zaczęłam pisać, chciałam was zdopingować do ponownego dodawania komentarzy. Jest już prawie 1000 wyświetleń i z tej okazji, o ile wyrazicie taką chęć dodam jakiś bonusowy post ;3
*****************************************************************
 
Z ciemności wyłoniła się para obłąkanych oczu, potem czarne włosy, i sarkastyczny uśmiech. Na sam widok zrobiło mi się niedobrze.
-Widzimy się ponownie mały. Wybacz że musisz siedzieć w takim miejscu jak to. Ale w sumie... jeżeli będziesz grzeczny może będziesz mógł sypiać w sypialni. Jak na razie musisz znosić niewygodę.
-G-gdzie ja jestem?
-Jak to gdzie? W moim domu. Jesteś teraz moją własnością.
-Nie... to niemożliwe... p-przecież... ja uciekłem.
-Myślisz że ten twój żałosny chłopaczek byłby w stanie cię ochronić? Już nigdy go nie zobaczysz, teraz będziesz sypiał tylko ze mną.
Zaczął brutalnie zdzierać ze mnie ubrania. Protestowałem, krzyczałem ale on tylko się śmiał.
-Lepiej przywyknij. Przecież teraz będziemy to robić codziennie. Rozluźnij się mały... mały... mały..
-Mały! Obudź się!
Otworzyłem oczy, zobaczyłem przed nimi Keia.
-W porządku?
Rzuciłem się na niego, przytuliłem się do jego piersi i zacząłem płakać. Musiałem krzyczeć przez sen, skoro go obudziłem.
-Kei... tak się boję. Boje się spać, boje się że kiedy otworzę oczy będę znowu przywiązany do łóżka, że znowu będą przychodzić do mnie ci wszyscy faceci, boje się że zaraz się okaże że tak naprawdę nie ma ciebie przy mnie.
Przycisnął mnie do siebie.
-Wiem że się boisz, ale nie pozwolę już cię nigdy skrzywdzić.
Dalej płakałem. Chciałem żeby wszystko wróciło do normy, żebym mógł spać z nim bez lęku, żebyśmy mogli chodzić razem na lody i żeby znowu uśmiechał się do mnie. Odsunął się kawałek ode mnie i spojrzał mi w oczy. Zacisnąłem powieki kiedy przysunął swoją twarz do mojej.
*To przecież Kei, to on, osoba którą kocham*
Myślałem kiedy połączył nasze usta. Chwilę potem poczułem pod sobą pościel, kiedy przewrócił mnie na plecy. Zacząłem się bać że zechce się posunąć dalej. I tak ledwo znosiłem jego pocałunki. Ale on tylko położył się przy mnie i przytulił. Bałem się... ale czułem się bezpiecznie.
-Spróbuj zasnąć.
Nic więcej nie dodał, przytuliłem się więc do niego i zamknąłem oczy. Tej nocy budziłem się jeszcze kilkanaście razy, na szczęście nie budząc już Keia. Za każdym razem upewniałem się że drzwi i okna są zamknięte. Nie chciałem już potem zasypiać przy nim, jego dotyk przypominał mi o tych wszystkich facetach, dlatego też odsuwałem się od niego tak bardzo jak to możliwe. Na szczęście nic nie trwa wiecznie. Tamta noc się skończyła a ja odetchnąłem z ulgą kiedy mogłem wstać. Postanowiłem zrobić dla nas śniadanie, co prawda nie umiałem gotować, ale z pomocą zostawionej u nas książki kucharskiej mogłem przygotować coś smacznego. Kiedy skończył ustawiać na stole talerze, obudził się Kei.
-Wcześnie dzisiaj wstałeś mały.
-Nie mogłem zasnąć.
-Miałem okazję się o tym przekonać.
Rozciągnął się na łóżku i wstał. Kiedy poszedł do mnie złapał mnie za rękę i chciał pocałować. Odruchowo zacisnąłem powieki i zacząłem mimowolnie się trząść. Kiedy po kilku sekundach nie poczułem ust Keia, otworzyłem oczy patrząc na niego.
-Ciągle nie czujesz się najlepiej, prawda?
Kiwnąłem tylko głową opuszczając wzrok. To takie żenujące że nie mogę okazać moich uczuć osobie którą kocham.
-Nie musisz się przejmować. Będę na ciebie czekał tak długo, jak to konieczne.
Poczochrał mnie po włosach i przycisnął moją głowę do siebie. Chciało mi się płakać. Czemu go wtedy opuściłem? Gdybym z nim został wszystko byłoby dobrze.
-Hej, mały. Spójrz na mnie.
Podniósł moją twarz, tak jak zawsze gdy chciał mnie zmusić do spojrzenia mu w oczy.
-Spotkało cię coś strasznego i ja to rozumiem. Wiem jak jest ci ciężko, ale nic co się stało to nie twoja wina. Przestań się o wszystko obwiniać, dobrze?
Kiwnąłem tylko lekko głową. Wtedy drzwi otworzyły się z gwałtownym hukiem.
-Keeei! Miło cię widzieć. Co tam u... AAAKIII!♥ Wróciłeś, stęskniliśmy się za tobą!
Tym razem z Soichiro przyszedł tylko Shun.  Oczywiście blondyn, jak tylko mnie zobaczył rzucił się w moją stronę.
-NIE ZBLIŻAJ SIĘ DO MNIE!
Nie chciałem nakrzyczeć na Soichiro, to wyrwało się samo. Wtedy pierwszy raz się mnie posłuchał. Właściwie wszyscy w pokoju znieruchomieli, patrząc na mnie zszokowani.
-Aaa.. ja...
Nie wiedziałem co powiedzieć więc wybiegłem jak najszybciej z mieszkania, prawie potrącając Shuna w drzwiach. Co prawda byłem w samej piżamie, ale pobiegłem w boczną uliczkę, którą i tak nikt nie przechodził, dalej bolała mnie kostka ale nawet wtedy o tym nie myślałem. Skuliłem się, opierając się o mur i chowając twarz w kolanach zacząłem płakać. Ostatnio miałem wrażenie że zrażam do siebię ludzi. Najpierw odsunąłem się od Keia, teraz nawrzeszczałem na Soichiro i w dodatku prawie przewróciłem Shuna. Niby miałem prawo być zdenerwowany, ale i tak czułem się okropnie. Boże... czemu jestem taki rozdarty? Chciałem żeby ktoś mnie oblał zimną wodą i sprowadził na ziemię.
-Wyluzuj mały, powiedziałem Sochiro że pokłóciłeś się z rodzicami i jesteś zdenerwowany. Zrozumiał i sobie poszedł, powinien być teraz przez najbliższe kilka dni delikatniejszy.
Powiedział Kei, zajmując miejsce koło mnie i obejmując mnie ramieniem.
-Wszystko niszczę, prawda?
-O czym ty mówisz?
-Zostawiłem cię, a teraz nie możesz się nawet do mnie zbliżyć i nakrzyczałem na Soichiro. Jak tak dalej pójdzie to zrażę do siebie wszystkich.
-Wyluzuj, mały. Inni zachowują się znacznie gorzej od ciebie tylko dlatego że mają gorszy dzień. Nikt nie ma ci za złe że jesteś roztrzęsiony. Ale nie powinieneś się martwić każdą błahostką. Przecież wiesz że w razie czego możesz na mnie liczyć.
-Wiem, ale...
Żadnego ,,ale" nie ma powodu byś się nad sobą użalał. Przynajmniej nie przypominam sobię żebym ci na to pozwalał.
W ten sposób, Kei próbował mnie pocieszyć. W sumie... to mu się udało, bo miałem chociaż pewność że należę do niego i do nikogo innego.
-No już, wstawaj z ziemi, mały. Jeszcze się przeziębisz i będziemy mieli problem.
Podał mi rękę i postawił na nogi. Ruszył w stronę domu, ale zatrzymałem go, łapiąc go za rękaw. Odwrócił się do mnie a wtedy gwałtownym ruchem złapałem go za ramiona i przyciągnąłem do siebie. Kiedy połączyłem nasze usta, przez krótką chwilę zauważyłem jak bardzo był zdziwiony moją stanowczością. Jednak zaraz potem uspokoił się i położył obie ręce na mojej tali, ścisnąłem tylko dłonie, dalej położone na jego ramionach. Nie odczuwałem przyjemności, jaką czułem za każdym razem gdy mnie całował. Czułem tylko strach trzepoczący się w moim sercu. Zrobiłem to tylko dlatego, żeby mu udowodnić że dalej go kocham. Nawet jego ręce oparte na moich biodrach paliły nieznośnym ogniem. Dopiero po kilku minutach odkleiłem się od niego i spojrzałem mu w oczy.
-Nie żeby coś, ale trochę głupio stać tak tutaj na ulicy, w samych piżamach, nie sądzisz?
Powiedział Kei, dalej opierając dłonie na mojej tali. Uśmiechnąłem się, lekko się czerwieniąc.
-Ch-chyba masz racje.
Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę domu. Tak bardzo chciałem się już go nie bać i być z nim tak blisko jak kiedyś.


 
*Kei*
Naprawdę martwiłem się o tego dzieciaka. Z każdą chwilą widziałem coraz więcej niepokojących jego zachowań. Po tym co przeszedł nie ma co się dziwić. Gdyby nie to, że był taki roztrzęsiony gdy opowiadał mi co się stało, pobiegłbym od razu do jego rodziny i ich zabił. Na samą myśl tego co mu zrobili cały się trząsłem ze złości. Chciałem dorwać tą jego niby rodzinę, ale teraz nie mogłem zostawić Akiego samego. Musiałem się nim zaopiekować do czasu aż znowu będzie mógł normalnie funkcjonować.

sobota, 27 kwietnia 2013

Aki x Kei XVI- Wolność


Obudziłem się dopiero kiedy słońce zaczęło zachodzić. Sytuacja, w której się znalazłem natychmiast obudziła uśpiony mózg. Powyginałem spinacz na różne strony i włożyłem w dziurę do kajdanek. Przekręcałem go na wszystkie strony ale nie umiałem ich otworzyć. Wtedy usłyszałem dźwięk przekręcanego klucza. Włożyłem spinacz między materac a łóżko żeby potem mieć do niego dostęp. Czekała mnie kolejna nieprzespana noc. Tak samo jak wczoraj przychodzili różni faceci. Niektórzy zawiązywali mi usta, inni wręcz przeciwnie. Większość nawet się nie odezwała i tylko ich obleśne sapanie oraz jęki świadczyły o tym że umieją mówić. Inni próbowali zagadać, zauroczyć mnie sobą, patrzeć na mnie. Ale i tak żaden z nich nie był tak przerażający jak on... czarne włosy, obłąkany wzrok, i ten głos, który już przy wejściu sprawiał że przechodziły mnie dreszcze.
-Miło znowu widzieć twoje ciałko. Ostatnio nie mieliśmy okazji pogadać, na przykład o tym czemu aż tak irytuje cię jak mówię na ciebie ,,mały"
Gdybym nie był wyczerpany i związany to bym go...
-Więc jak, mały? Powiesz mi... mały?
Usiadł na brzegu mojego łóżka, zakładając nogę na nogę i patrząc na mnie z góry. Nienawidziłem go... nienawidziłem go bardziej niż kogokolwiek kto przyszedł do mojego pokoju. Nienawidziłem go prawie tak bardzo jak moich rodziców.
-Tracimy tylko cenny czas, mały.
-Przestań! Nie masz prawa tak do mnie mówić! Tylko Kei ma prawo tak się do mnie zwracać!
Uśmiechnął się szyderczo odwracając mnie na plecy i przytrzymując mnie w takiej pozycji. Wiedział już wszystko, nie musiał o nic pytać. Nachylił się by mnie pocałować. Nie chciałem na to pozwolić... był zbyt blisko... zaśmiał się krótko widząc mój opór.
-Powinieneś już do mnie powoli przywykać, w końcu niedługo razem zamieszkamy.
-O czym ty do cholery mówisz?!
-Jutro wieczorem będę mógł cię odebrać. Jesteś już kupiony, należysz do mnie.
Tego było już zdecydowanie za wiele. Najpierw rodzice wypożyczali moje ciało, a teraz mnie sprzedali! Przez całą godzinne wykorzystał mnie seksualnie, kazał mi robić te wszystkie nieprzyzwoite rzeczy, do których mnie zmuszał poprzedniej nocy. Kiedy już skończył i miał wychodzić, wyszeptał mi do ucha.
-Na razie musimy się rozstać, ale jutro będziesz należał już tylko do mnie. Na razie... mały. A właśnie, jestem Meiji.
Kiedy opuścił mój pokój zbliżał się chyba świt, mimo że dalej była ciemna noc. Przez 5 minut nikt nie przychodził więc była możliwość, że do rana będę miał spokój. Wyjąłem wtedy spinacz i ponownie zacząłem grzebać w kajdankach. Nie mogłem należeć do nikogo innego niż Kei. Ten człowiek nie miał prawa mnie kupować! Ciche kliknięcie kajdanek przyniosło mi niewyobrażalną ulgę. Na chwiejących się nogach wstałem z łóżka. Brutalne akty gwałtu przez dwie noce sprawiły że całe ciało miałem obolałe. Ledwo udało mi się na stanięcie na oparciu łóżka i podciągnięcia się do okna. Przez chwilę szykowałem się do skoku, w końcu odbiłem się i z wielkim impetem wybiłem szybę wyskakując przez okno. Upadłem boleśnie na ziemię, poraniony odłamkami szkła i narobiłem przy tym masę hałasu. Spróbowałem wstać, ale kiedy tylko stanąłem na prawej nodze poczułem w niej przeraźliwy ból, chyba ją sobie zwichnąłem kiedy upadałem. Strasznie bolało ale zmusiłem się do wstania i szybkim krokiem ruszyłem w uliczkę, którą poszedłem kiedy Kei mnie uratował, zaraz po naszym poznaniu się.
-Co jest grane?! Co to k*rwa za hałasy?! Szybko, otwieraj te cholerne drzwi! K*rwa, ta dz*wka nam uciekła!
Wybita szyba przepuszczała krzyki mojego ojca na ulicę. Podpierając się o ścianę wlokłem się z trudem przed siebie. Po 15 minutach trafiłem pod agencje w której pracował wcześniej Kei. Stamtąd łatwiej mi było trafić pod dom. Kroki które słyszałem za sobą dopingowały mnie do szybszego marszu. W końcu dotarłem przed drzwi mojego poprzedniego mieszkania, na szczęście moi rodzice nie wiedzieli gdzie mogłem się udać. Przez pewien czas słyszałem jak krzyczą i szukają mnie. Kiedy zapukałem do drzwi czułem się jak pies, wracający do pana od którego uciekł. Bałem się... tak bardzo się bałem co będzie jeżeli Kei mnie nie przyjmie, jeżeli będę musiał wrócić do rodziców albo zamieszkać z tym typem, który chciał mnie kupić. Oparłem się na drzwiach, tracąc siły na stanie prosto. Zapukałem kilkakrotnie, bicie mojego serca wyliczało sekundy mojego oczekiwania. Kiedy zamek w drzwiach zazgrzytał odsunąłem się kawałek od nich. Sylwetka Keia w progu była najprzyjemniejszą rzeczą, jaka mnie ostatnio spotkała. Przez chwilę widziałem jego przerażone spojrzenie, potem straciłem równowagę wpadając na niego. Chwyciłem się kurczowo jego koszuli, kiedy przytrzymał mnie, przytulając do siebie.
-Mały...
Mój chwilowy spokój został całkowicie zniszczony przez to jedno słowo, wypowiedziane jego przerażonym głosem. Wybuchłem głośnym płaczem mocniej ściskając jego bluzkę.
-Przepraszam cię Kei... przepraszam. Ja... naprawdę myślałem że wszystko będzie dobrze. Nie wiedziałem że tak to się skończy... nie powinienem był cię zostawać. Wiem że na to zasłużyłem... ale proszę... nie znienawidź mnie.
-Mały...
Byłem gotowy wtedy zrobić wszystko żeby nie czuć już tej niepewności. Złapał mnie wtedy za ramiona, odciągnął od siebie i spojrzał mi w oczy.
-Mały, co ci się stało?
W jego oczach nie było nienawiści czy żalu, patrzył na mnie z troską. Próbowałem mu o tym opowiedzieć, ale gdy tylko otworzyłem usta głos utknął mi w gardle.
-Już dobrze, zaczekam aż będziesz gotowy mi powiedzieć. Choć, trzeba się tobą zająć.
-Kei... ty.... naprawdę mnie nie znienawidziłeś?
Powiedziałem z oczami całymi we łzach. Położył mi dłoń na włosach, delikatnie po nich przejeżdżając.
-Oczywiście że nie. Sam cię przecież namawiałem do tego byś wrócił do rodziny. Nic nie sprawi że cię znienawidzę.
Był bardziej delikatny niż zwykle, zupełnie jakbym gadał z kimś innym. Wziął mnie na ręce i zabrał do łazienki. Położył na toaletce i zaczął przeszukiwać szafki, z których wyjął bandaże, plastry oraz wodę utlenioną.
-Naprawdę jesteś w beznadziejnym stanie. Trzeba będzie najpierw pozbyć się tego szkła. Całe szczęście rany nie wyglądają na głębokie. Nie musisz mi o wszystkim opowiadać ale czemu jesteś cały we szkle?
-...wyskoczyłem przez okno, wybiłem przy okazji szybę...
-Jeżeli coś cię zaboli to powiedz.
Wsunął ręce pod moją koszulkę, chciał ją zdjąć żeby móc dokładnie powyjmować wszystkie fragmenty szkła. Wiedziałem że to Kei, że mogę mu ufać, ale... jego dotyk był tak bardzo podobny do tych wszystkich facetów. Nie mogłem tego znieść, odepchnąłem go od siebie tak mocno że stracił równowagę i upadł na ziemię. Patrzył na mnie skołowanym wzrokiem kiedy trząsłem się na toaletce.
-Prze-przepraszam Kei... ja... ja nie mogę... ja... zajmę się sobą sam...
Cały się trząsłem. Chyba też płakałem. Widziałem jak Kei zastanawia się co zrobić. W końcu wstał i odwrócił się w stronę drzwi.
-Poradzisz sobie?
-...tak...
-W razie czego możesz mnie zawołać.
Pokiwałem tylko głową i zostałem sam. Wolałbym żeby Kei został ze mną, ale... tak bardzo bałem się jego dotyku. Zdjąłem koszulę i stanąłem przed lustrem, teraz rozumiałem czemu Kei był taki przerażony jak mnie zobaczył. Koszulka była cała pocięta, na skórze miałem liczne rany, z których kapała krew. Oczy dalej miałem zapuchnięte od łez oraz byłem cały w błocie i kurzu. Ze skóry wystawało mi kilkanaście większych odłamków szkła, w reszcie ran nie było widać szyby przez którą wyskoczyłem. Kiedy wreszcie udało mi się pozbyć większości odłamków ściągnąłem spodnie i wszedłem pod prysznic. Przez cały czas starałem się unikać stawania na prawej nodze. Zmyłem z siebie brud oraz krew i ukucnąłem by umyć się... na dole. Odwróciłem wzrok by nie patrzeć na białą ciecz, która dopiero ze mnie wypływała. Chciałem zetrzeć z siebie całą skórę, dopiero wtedy czułbym się chociaż trochę czysty. Kiedy usłyszałem pukanie do drzwi odruchowo złapałem ręcznik przy wannie całkiem się nim zasłaniając. Do łazienki wszedł Kei, trzymając w ręce złożone ubrania.
-Przyniosłem ci piżamę. W porządku?
Pokiwałem tylko głową kiedy odkładał rzeczy na umywalkę. Byłem pewny że od razu wyjdzie, ale zamiast tego zaczął mi się przyglądać z uwagą.
-Nie wygląda to aż tak strasznie kiedy zmyłeś z siebie błoto. Jednak lepiej będzie jak przemyjesz te najgłębsze rany.
Znowu pokiwałem głową, cały czas miałem spuszczone oczy żeby na niego nie patrzeć. Kiedy do mnie podszedł zacisnąłem mocniej ręcznik.
-Bardzo boli?
Uklęknął przy wannie i złapał mnie za bolącą kostkę. Dopiero teraz zobaczyłem jak bardzo jest spuchnięta, nic dziwnego że aż tak bolała.
-Tylko kiedy na niej stoję.
-Może chciałbyś żebym cię zabrał do szpitala?
-Nie trzeba. To nic poważnego.
Nic więcej nie dodał, tylko wyszedł z łazienki. Przebrałem się w piżamę, oblałem wodą utlenioną najgłębsze rany, obwiązując je potem bandażem, którym też związałem kostkę. Kuśtykając poszedłem w stronę drzwi. Zastanawiałem się jak się teraz czuje Kei. Jeżeli tęsknił za mną tak jak ja za nim, to moje zachowanie musiało go zranić. Odszedłem od niego, nie byłem u niego kilka dni, a kiedy wróciłem nie mogę znieść nawet jego dotyku.
-Kei... mogę dzisiaj spać na kanapie?
Spojrzał na mnie zaskoczony, nie spodziewał się że aż tak się od niego odsunę, ale nie mogłem leżeć z nim w jednym łóżku. Kochałem go... ale jego dotyk palił tak jak wspomnienia z poprzednich nocy.
-Mały... nie wiem co się stało. Ale jeżeli stało się coś co zmieniło twoje nastawienie do mnie, to powinienem to wiedzieć.
Myślał pewnie o tym że się zakochałem, nie mógł gorzej trafić. Żeby przestał mnie podejrzewać musiałem mu o wszystkim powiedzieć. Usiadłem przy stole, koło którego stał spokojnie czekając na moje wyjaśnienia.
-Ja... ja... moi rodzice uznali że za mało na mnie zarobili. P-przypieli mnie do łóżka... i... i...
Starałem się mówić dalej mimo łez spływających mi po policzkach.
-...Przychodzili do mnie różni faceci, praktycznie co godzinę przez całą noc. Kei... ja... ja... nie powinienem był cię zostawiać, przepraszam... przepraszam.... teraz za każdym razem kiedy zamykam oczy widzę ich twarze....
-Uspokój się mały. Już wszystko będzie dobrze, nigdy więcej nie pozwolę ci odejść.
Jego głos był uspakajający , wiedziałem że mogę mu ufać. Przyklęknął przy moim krześle i rękawem starł łzy z policzków.
-Czyli... nie jesteś na mnie zły?
-Przecież nic nie zrobiłeś, miałeś nadzieję na prawdziwą rodzinę.
przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Starałem się skupić na myśli że to Kei, nikt inny tylko on. Podniósł mnie wtedy z krzesła i poprowadził w stronę łóżka.
-Kei... ja...
Nie chciałem spać z nim na łóżku. Tak bardzo się teraz bałem jego dotyku.
-Nie przejmuj się mały. Obiecuję że nie zrobię nic co mogłoby ci się nie spodobać. Jest już późno, nie będę ci kazał spać na kanapie. Jeżeli zechcesz sam się na niej położę.
Położył mnie na jednym końcu łóżka. Spuściłem wzrok mówiąc cicho.
-Nie... to w końcu twoje łóżko.
Uśmiechnął się przykładając usta do mojego czoła. Potem rzucił się na przeciwległą część materaca. Skuliłem się patrząc w przeciwnym kierunku niż on leżał. Byłem rozdarty. Bałem się teraz dotyku, ale jednocześnie tak bardzo chciałem żeby mnie przytulił. Zamknąłem oczy, starając się uspokoić.

czwartek, 25 kwietnia 2013

100 LAT :3 FOR ME

BANZAI! Dzisiaj właściciel waszego ulubionego bloga o tematyce yaoi ma dzisiaj urodziny!(Tak, mówię o sobie. I tak wiem, że to wasz ulubiony blog ;3)
Z tej okazji postanowiłam dać WAM jakiś prezent (Między innymi dlatego, jest to wasz ulubiony blog ;3)
Jeżeli macie pomysł, na jakąś krótką powieść yaoi, a nie wiecie jak ją napisać- możecie w komentarzu poprosić o notę z konkretną fabułą, ewentualnie z konkretnymi postaciami lub nawet czasu.(np. średniowiecze, ,,miłość braterska", etc.) Możecie właściwie prosić o wszystko co tylko dotyczy yaoi (O ile jestem w stanie to spełnić). Oczywiście oprócz życzeń dla siebie, możecie składać mi życzenia ;3
************************************************************

piątek, 19 kwietnia 2013

Aki x Kei XV- Iskierka nadzieii


*Aki*

Moi rodzice już nawet nie przychodzili do mnie żeby dać mi coś do jedzenia albo wypuścić do toalety. Po pierwszej nocy, tuż nad ranem, kiedy marzyłem już tylko o śmierci, przyszedł do mnie jakiś facet. Wyglądał na jakieś 20 lat, jego twarz była spokojna, pozbawiona emocji. Jasne bląd włosy wydawały się prawie białe a niebieskie oczy nadawały mu jakiś taki godny zaufania wygląd. Nie był on ani nachalny, ani nie próbował się do mnie podwalać, ale i tak go nie lubiłem z chwilą przekroczenia progu. Wszedł do mojego pokoju z miską i przyklęknął przy mnie.
-Powiedz ,,aaa"
Odwróciłem głowę w przeciwną stronę niż on siedział.
-Umierając z głodu nie zrobisz nikomu na złość.
-Tylko moim rodzicom, nie będą mieli już jak na mnie zarabiać.
-Nie sądzisz że jednak jest ktoś kto by żałował twojego odejścia?
-Wolę umrzeć niż żyć przywiązany do łóżka i dawać się gwałcić przez każdego kto zapłaci moim rodzicom.
Po co ja w ogóle z nim rozmawiałem? Chyba wszystko przestało się dla mnie liczyć. Ważna była tylko chwila wytchnienia, którą dostałem po wzejściu słońca.
-Niektórzy nie muszą płacić, jeżeli cię nakarmią i zaprowadzą do toalety mają swoją godzinę na wasz koszt.
 Spojrzałem na niego zaszklonymi oczami. Miałem nadzieję na chwilę spokoju aż do nocy, ale widocznie spokój nie był mi jeszcze dany. Wykorzystał to, że jestem odwrócony w jego stronę i chwycił mój podbródek.
-Jak usiądziesz to będziesz miał przynajmniej pewność że się nie udławisz.
Podniósł mnie do pozycji prawie siedzącej, opierając o poręcz łóżka, otworzył moje usta i włożył w nie łyżkę z jakąś papką. Chciałem złapać łyżkę żeby móc jeść samemu, ale nie dał mi takiej możliwości. Nabierał coraz nowe porcje i wkładał do moich ust. Kiedy miska była już całkowicie pusta odłożył ją na ziemię i wyjął z kieszeni klucz. Mała iskierka nadziei zapłonęła w moim sercu. Kiedy odczepiał mnie od łóżka udało mi się powiedzieć drżącym głosem.
-P-proszę... błagam... wypuść mnie... zrobię wszystko... tylko pozwól mi odejść...
-Chciałbym, ale nie mogę. Musiałbym się tłumaczyć przed twoimi rodzicami.
Postawił mnie na nogi i poprowadził przed drzwi do łazienki, które znajdowały się w moim pokoju. Całe szczęście nie wszedł tam ze mną, jednak to mi nie pomogło w odejściu bo z łazienki jedynym wyjściem był powrót do pokoju. Zrezygnowany wziąłem dokładny prysznic, i skorzystałem z toalety, miałem zamiar już wychodzić ale ręka wyciągnięta w stronę klamki zaczęła mi drżeć. Nie... nie mogłem tak dłużej żyć. Zacząłem przeszukiwać wszystkie szafki, chciałem znaleźć jakieś leki, żyletki, nóż... cokolwiek. Pod zlewem udało mi się znaleźć jakieś ostrze, przyłożyłem go do żył w lewej ręce, chciałem to zakończyć. Czułem się jak zwykła dziwka.. nie... czułem się o wiele gorzej, jak nic nie warta szmata, którą każdy może pieprzyć. Chciałem to zrobić... chciałem się zabić. Przed szybkim przejechaniem po moim nadgarstku powstrzymywał mnie tylko jeden obraz, jedna osoba... Kei... to on nadał mojemu życiu sens. Nie mogłem przestać myśleć co by się stało gdyby to Kei miał umrzeć. Odrzuciłem ostrze i skuliłem się szlochając cicho.
-Dobry wybór.
Nie spojrzałem na chłopaka, który stał w drzwiach. Chyba zrobiło mu się mnie szkoda, bo postanowił mi pomóc.
-Drzwi zostają zamknięte na klucz za każdym razem kiedy ktoś wchodzi lub wychodzi, nie uda ci się przez nie uciec. Jeżeli uwolnisz się z kajdanek spróbuj wyskoczyć przez okno. Zbierz siły i ucieknij pod osłoną nocy. Nie dam ci klucza, to byłoby zbyt proste, spróbuj się rozkuć przy pomocy tego. Włożył mi do ręki spinacz do papieru i zaciągnął na łóżko, a potem... po prostu wyszedł, nic mi nie zrobił. Myślałem nad ucieczką od razu, ale zanim zdążyłem to przemyśleć, usnąłem wykończony koszmarną nocą.

sobota, 13 kwietnia 2013

Aki x Kei XIV- Koszmarna noc

Uwaga. Uprzedzam, że niniejszy rozdział zawiera śladowe ilości gwałtu i przemocy. Osoby, które wyjątkowo lubią Akiego i/lub nie lubią scen gwałtu i przemocy radzę pominąć tą notę =3
**********************************************

Pamiętam pierwszą noc z Keiem. Byłem wtedy pewny że nic gorszego nie mogło mnie spotkać. Teraz sądzę że to była najlepsza w skutkach noc w moim życiu. Za to pierwsza noc, w domu mojej ,,rodziny" była gorsza niż cokolwiek co mnie w życiu spotkało. Jedna noc była po stokroć gorsza niż 16 lat bicia i upokarzania. Co godzinę, plus minus 15 minut do mojego pokoju wchodził jakiś facet. Przywiązywał mój wolny nadgarstek do poręczy łóżka liną, leżącą obok niego, niektórzy przekręcali mnie jeszcze na plecy żeby upokorzyć mnie bardziej, patrząc mi w oczy. Każdy z nich, nie zwracając uwagi na moje krzyki i szarpanie się, gwałcił mnie boleśnie. To było okropne, czułem w sobie ich spermę, słyszałem ich obleśne mlaśnięcia, czułem... czułem jak mnie dotykają, jak poruszają się we mnie i jak śmieją się z moich krzyków i bólu. Tak bardzo chciałem zapomnieć o tym dniu, ale choćbym nie wiem jak się starał zapamiętałem każdego faceta który wtedy do mnie przyszedł. Pierwszy potraktował mnie jak zwykłą rzecz. Wszedł, przywiązał mój lewy nadgarstek liną, rozebrał mnie od pasa w dół, i... i mnie zgwałcił... ignorując okrzyki bólu. Potem opuścił pokój. Akurat osoby, które traktowały mnie jak przedmiot były najmniej bolesną częścią nocy. Za to nienawidziłem tych, którzy upierali się ze mną gadać, patrzeć mi w oczy, albo współczuć. I tak mieli tylko nadzieję na kolejną noc gratis. Jeden z nich... ten który był u mnie najdłużej... on... on był najgorszy. Jego pamiętam najdokładniej. Od kilku godzin byłem przywiązany do łóżka, nie spodziewałam się już zostać uwolniony, przestałem się szarpać, szlochałem tylko cicho w poduszkę. Kiedy tylko wszedł, rozwiązał supeł na szmacie, uwalniając moje usta. Wtedy się odezwał.
-Witaj, witaj... patrząc na twoje słodkie ciałko, już jestem pewny że warto było zapłacić te pieniądze. Wiesz, mógłbyś chociaż spojrzeć na mnie, skoro się pofatygowałem i tu przyszedłem.
Nie odwróciłem głowy, nienawidziłem każdego kto wchodził do tego pokoju, bez względu na to jak mnie traktował.
-Wiesz... skoro i tak musisz to zrobić to może razem się postarajmy żeby był to przyjemny czas?
Kiedy nie odezwałem się przez dłuższy czas złapał mnie za ramię i obrócił na plecy przywiązując moją prawą rękę do łóżka i siadając mi na biodrach. Starałem się dalej na niego nie patrzeć ale złapał mnie za brodę i obrócił twarz tak, by była skierowana na niego. Dopiero teraz mu się przyjrzałem. Chudy, o czarnych, rozczochranych włosach sterczących na wszystkie strony, oraz czarnych, szalonych oczach. Miał chyba koło dwudziestu kilku lat a jego uśmiech sprawiał że bałem się jak jeszcze niczego.
-Więęc... jak ci na imię?
Dalej byłem cicho, nie miałem zamiaru rozmawiać z kimś kto przyszedł tu by wynająć moje ciało.
-Nie odpowiesz? Przecież będzie nam obu o wiele przyjemniej jak będziemy to robić z własnej woli.
-Jestem przywiązany do łóżka przez własnych rodziców i sprzedawany obcym facetom za pieniądzę.
-Z takim podejściem rzeczywiście może być ci ciężko poczuć przyjemność, ale zobaczysz, jeszcze sprawię że będziesz jęczał z rozkoszy.
Podciągnął wtedy moją bluzkę w górę, liżąc moje sutki. Zagryzłem wtedy wargi, nie miałem zamiaru dawać mu tej satysfakcji.
-Widzisz? Już ci się podoba. Dalej... nie powstrzymuj się.
Nie mogłem... nie mogłem okazywać przyjemności. Tylko Kei miał prawo mi to robić.
-Skoro już jest ci ciężko powstrzymywać jęczenie, to pomyśl co będzie za chwilę.
Mówiąc to zsunął mi spodnie dobierając się do mojego penisa. Chciałem zasłonić czymś usta ale obie ręce miałem związane. Nie... nie mogłem czuć się przyjemnie. Byłem gwałcony przez obcego faceta. Ale bardzo szybko nie byłem już w stanie być cicho. Moje jęki wbrew mnie odbijały się echem po styropianowych ścianach, zaraz potem doszedłem. Spojrzał mi w oczy i z szyderczym uśmiechem powiedział.
-A widzisz? Mówiłem że to będzie przyjemne.
-Nie... nie jest. Przestań!
-Gdybyś nie czuł się przyjemnie nie prosiłbyś żebym przerwał. Czujesz się skrępowany tym że podniecasz się obcym facetem, który ci obciąga?
Nie odpowiedziałem więc ściągnął ze mnie spodnie całkowicie.
-Chcesz już zaczynać czy może wolałbyś zrobić coś innego?
Czułem jak się rumienię.
-Jesteś słodki jak robisz się czerwony.
Nie... nikt nie miał prawa tak do mnie mówić oprócz Keia... i Soichiro. Zamknąłem oczy i odwróciłem twarz. Dopiero kiedy poczułem jak szybkim ruchem wchodzi we mnie, otworzyłem oczy zachłystując się powietrzem.
-Wiesz... gdybyś był chętniejszy do współpracy może mogłoby być przyjemnie.
Nie czekając już na odpowiedź, której i tak by nie dostał zaczął poruszać się we mnie coraz szybciej i coraz boleśniej. Osiągnął spełnienie już po kilkunastu minutach, znacząc mnie swoim śladem. Prawie wszyscy dotąd kiedy tylko dochodzili, dawali mi spokój i wytchnienie, aż do czasu wybicia pełnej godziny, kiedy to przychodził kolejny z nich. Ten jednak jak to sam powiedział, miał zamiar ,,wykorzystać każdą możliwą minutę jak najlepiej".
-Dopiero co zaczęliśmy, na pewno nie chciałbyś jeszcze kończyć.
Nie odpowiedziałem. Co niby miałbym powiedzieć? Proszę, nie gwałć mnie już? Idź sobię, a najlepiej wychodząc mnie rozwiąż?
-Więęęc.. ja już ci zrobiłem dobrze... chyba czas na rewanż, prawda?
Coś w jego głosie mi mówiło że planuje coś naprawdę złego. Usiadł nade mną w rozkroku i zmusił mnie do otworzenia ust.
-Na chwilę zamienimy się rolami. Teraz ty się postarasz.
Wepchnął mi do ust swojego penisa, sprawiając że zacząłem się krztusić, a po policzkach zaczęły mi spływać łzy. Tym razem poruszał się w moich ustach, to było żenujące i okropne, ale nie aż tak jak sperma, która zaraz potem dostała się do moich ust. Chciałem ją wypluć, ale złapał mnie za policzki.
-Połknij.
Nie chciałem tego, ale nie miałem wyboru. Żeby móc oddychać musiałem to przełknąć.
-Grzeczny chłopiec. Świetnie się spisałeś...
Dźwięk dzwonka oznajmił koniec najdłuższej godziny w moim życiu.
-Już? Przy przyjemności czas szybko płynie, nie sądzisz?
Łzy spływały już z moich oczu całymi strumieniami.
-Wpadnę jeszcze jutro. Wiesz mały... podobasz mi się. Może uda mi się nawet cię wykupić na własność, na zawsze być mógł należeć do mnie.
-Nie waż się tak mówić do mnie...
-Co? Nie chcesz być tylko mój.
-Nie waż się mnie tak nazywać!
Spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem, jakby nie rozumiał co mówię. Tak, byłem wściekły że jstem traktowany jak niewolnik, ale jeszcze bardziej tym, że mówił do mnie tak, jak miał prawo nazywać mnie tylko Kei.

-Czekaj... nie chcesz żebym nazywał cię...
Wtedy do pokoju wpadł mój ojciec.
-Dosyć tego! Czekają następni klienci! Wypad stąd.
Złapał tamtego faceta za bluzkę i wywlókł z pokoju nawet na mnie nie spojrzawszy. Nie chciał patrzeć mi w oczy? A może... nie byłem warty nawet już nawet jego spojrzenia? Kiedy ten facet opuścił pokój mojej męki, pomyślałem o Keiu. Pewnie się o mnie martwił. Chyba że... już o mnie zapomniał.

piątek, 5 kwietnia 2013

Aki x Kei XIII- Okrutna rzeczywistość

BANZAI! Tak jest, to znowu ja. Wasza niepowtarzalna autorka bloga- Katsumi. Jeżeli jesteście zdziwieni, pojawieniem się kolejnej noty zaledwie pięć dni po tym jak oznajmiłam, że opuszczam bloga, to zdradzę wam, że jestem okropnym sadystą. Jeżeli spojrzycie na datę postu oznajmiającego, że zamykam mojego bloga, zobaczycie, że był to 1 kwietnia ^^. Tak więc, skoro już wszystko wyjaśniłam przedstawiam kolejne przygody Akiego i Keia. :3

P.S jeszcze jedno. Jak na razie, nie musicie się martwić, że w najbliższym czasie zamknę bloga. Mam noty z serii ,,Aki x Kei" oraz ,,cierpliwość" na wiele tygodni. A oprócz tego wiele innych opowiadań z fabułą niezwiązaną z tą, którą już znacie.
*************************************

-Aki...mój Boże nic ci nie jest!
Pierwszy raz zobaczyłem jak moja matka płacze. Cała we łzach przycisnęła mnie do siebie. Nigdy wcześniej nie poczułem matczynego ciepła i bicia serca.
-Oddaje go wam. Mam nadzieję że wszystko będzie już dobrze.
Powiedział policjant, odwrócił się i poszedł. Moja matka jeszcze krzyknęła za nim.
-Dziękujemy, dziękujemy że pan nam go przyprowadził.
Zaraz potem uwolniła mnie z uścisku i wciągnęła do miejsca, które niegdyś było moim domem. Tam, przy stole kuchennym siedział mój ojciec. Osoba, która niegdyś wzbudzała mój największy lęk. Patrzył zamyślony na ścianę, potem spojrzał na mnie i otworzył oczy jakby dopiero się zorientował że przyszedłem.
-Aki... synu.
-T-tato?
-Aki... bałem się że już cię nie zobaczę. Byliśmy pewni że nigdy nie wrócisz. Nie zdziwilibyśmy się gdybyś nie chciał wracać.
-Powiedzieli mi że wszystko się zmieniło. Zawsze chciałem mieć prawdziwy dom, więc... chciałem żebyśmy byli rodziną.
-Aki... na pewno tak będzie.
Ojciec podszedł do mnie i przytulił do swojej piersi. Ciepło jakie poczułem było prawie tak przyjemne jak to kiedy byłem przy Keiu.
-Teraz będziemy szczęśliwą rodziną, na zawsze.
Powiedziała moja matka głaskając mnie po głowie. Czy to nie było zbyt piękne? Z dnia na dzień z patologicznej rodziny trafiłem do miejsca pełnego ciepła i miłości. Wtedy odezwał się mój ojciec.
-A co z tym chłopakiem, który nam ciebie odebrał?
-A... Kei? Zaopiekował się mną i bardzo mi pomógł w ostatnim czasie.
-I co? Będzie cię odwiedzał?
-Nie sądzę żeby tu przyszedł, pewnie będzie czekał na mnie.
-Synu...Czy wybaczysz mnie i matce te 16 lat? I pozwolisz naszej rodzinie zacząć wszystko od nowa?
-Oczywiście że tak, tato.
-Tak się cieszę. Zacznijmy więc od pieniędzy, które miałeś dla nas zarobić.
-C-co?
Ojciec złapał mnie za nadgarstki i spiął je kajdankami, które wyjął z kieszeni. Chciałem zacząć krzyczeć, ale moja matka związała mi usta jakąś szmatą.
-Pewnie chcesz wiedzieć co się dzieje, prawda? Nigdy nie byłeś dla nas kimś wyjątkowym. Trzymaliśmy cię dla pieniędzy, tylko dla pieniędzy. Myślałeś że byliśmy cię bo byliśmy pijani? Nie... byłeś bity bo od zawsze cię nienawidzimy. A teraz... będziesz zarabiał na nas bez możliwości ucieczki. Pewnie zauważyłeś przyczepę stojącą koło naszej. Jest ona dźwiękoszczelnym pokojem, zostaniesz tam przywiązany do łóżka i każdy kto będzie chciał posiąść twoje ciało będzie mógł zrobić tam tobą co chce.
Zacząłem się szarpać, po policzkach spływały mnie łzy. Próbowałem krzyczeć ale przez szmatę dobiegało tylko ciche zawodzenie.
-Wiesz... żałosny jesteś. Myślałeś że od tak wszystko się zmieni? Że będziemy żyli sobie długo i szczęśliwie? Jak mogłeś być taki naiwny po 16 latach. Spodziewałeś się że wytrzeźwiejemy i już wszystko będzie idealnie?
Razem z matką podnieśli mnie i zanieśli do drugiej przyczepy. Była ona połączona z naszą i można było swobodnie przechodzić między nimi przez drzwi łączące je obie. Zaraz po tym jak minęliśmy drzwi weszliśmy do małego przedsionka, z którego wchodziło się do pokoju, miał jedno małe okno, zapewne dźwiękoszczelne, na ścianach był przyczepiony styropian a na samym środku pokoju stało wielkie, dwuosobowe łóżko. Człowiek, którego całe życie miałem za ojca odczepił kajdanki od mojego prawego nadgarstka i przyczepił je do łóżka.
-Za chwilę powinien być pierwszy klient. Nie zawiedź go.
Powiedziała ta kobieta i... wyszli... oboje... po tym jak im zaufałem i tu wróciłem... oni... Schowałem twarz w poduszkę, mocząc ją łzami. 15 minut potem usłyszałem jak ktoś wchodzi do domu, po krótkiej rozmowie wszedł do pokoju w którym byłem. Był to jakiś facet po 30. Na mój widok mlasnął obleśnie i... i... zrobił mi to... zgwałcił mnie. Miałem wrażenie że moje przytłumione krzyki były słyszane w całej okolicy.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

The end

Nareszcie wróciłam do domu po świętach. Od razu postanowiłam napisać post na kolejną sobotę. Siadając przed klawiaturą komputera zdałam sobię sprawę... że nie jestem w stanie nic napisać. Od dawna miałam problemy z weną twórczą, ale dzisiaj wreszcie do mnie dotarło, że nie jestem w stanie ciągnąć tego dłużej. Przepraszam was wszystkich, ale porzucam mojego bloga. Po prostu nie mogę go dłużej kontynuować. Korzystając z ostatniej okazji dziękuję wszystkim tym, którzy wysilili się na skomentowanie mojego bloga. Dexterównie, Lawliet, Kamiko i mrocznej gwieździe nadziei. Wasze słowa wiele dla mnie znaczyły przy pisaniu kolejnych opowiadań, ale nie umiem tego ciągnąć. Dziękuję wam wszystkim za wsparcie.

niedziela, 31 marca 2013

Aki x Kei XII- Powrót

Przepraszam was o opóźnienie, ale chyba rozumiecie- święta i tak dalej. Cudem udało mi się dostać Internet. Oprócz tego mam ostatnio braki w wenie twórczej. Ale liczy się efekt, ważne że opóźnienie nie było zbyt duże.
**********************************************

*Aki*
-Hej mały, nie zasypiaj mi tu.
Otrząsnąłem się z zamysłu i spojrzałem na Keia.
-Poprosiłeś mnie o zabranie cię na coś słodkiego, skoro już tu jesteśmy to nie odpływaj.
-A... przepraszam. Po prostu... ja...
-Nigdy nie zamyślasz się bez powodu. Stało się coś?
-Właściwie nic... zobaczyłem parę przypominającą moich rodziców i... jakoś tak wyszło.
-Wyglądali na szczęśliwych?
Byłem pewny że Kei będzie narzekał na to że rozpamiętuję przeszłość, że powinienem zapomnieć, że pamiętanie o nich nie ma sensu. Nie spodziewałem się że powie coś takiego.
-Tak... wyglądali na szczęśliwych.
Uśmiechnął się. Odwróciłem głowę w stronę okna myśląc o przeszłości. Myślałem co by było gdyby moja rodzina była normalna. Czy byłbym bardziej szczęśliwy niż teraz z Keiem? Wątpiłem, ale ostatnio myślałem nad tym jak to by było mieć prawdziwą rodzinę.
-Będziesz to jadł?
Spojrzałem na puchar lodowy stojący przede mną, podniosłem łyżkę do ust i spróbowałem lodów o smaku miętowym.
-I jak?
-Są rewelacyjne, Soichiro miał racje.
-Podobno był tu na pierwszej randce ze swoim chłopakiem.
-Na pierwszej? To ile już ich mieli?
-Dwie, gdybyś nie zmywał się za każdym razem jak zapowiada wizytę to byś wiedział. Wiedziałbyś wszystko co jest związane z jego chłopakiem.
-Wybacz, ale... mimo wszystko wolę go unikać.
-Myślisz że mimo że kogoś ma będzie próbował cię molestować?
-Emm... tak.
-Bardzo słusznie.
Wyrwał mi z ręki łyżkę i zanurzył ją w lodach truskawkowych.
-Rzeczywiście dobre.
Odebrałem mu moją łyżkę i wbiłem ją w kolejną gałkę lodową. Mieszkałem z nim już cały tydzień, moje początkowe obawy że wszystko się zmieni po tym jak... zaczęliśmy ze sobą sypiać, były bezpodstawne. Nie przeszkadzała mi nawet już jego praca.
-Wychodzisz dzisiaj do pracy?
Zapytałem biorąc kolejną łyżkę lodów do ust.
-Tak, w nocy pracuję. Wrócę gdzieś nad ranem.
-Przygotować ci śniadanie?
-Jasne, będziesz potrzebować pieniędzy?
-Nie... nie trzeba. Mam trochę oszczędności, kupię coś na śniadanie.
-Wiesz że nie musisz zarabiać?
-Wiem, ale wolę mieć własne oszczędności. Poza tym, pracując zabijam czas.
Uśmiechnął się tylko w odpowiedzi, opierając głowę na rękach i wpatrując się we mnie. Odwróciłem wzrok czując jak na moje policzki wstępuje delikatny rumieniec.
-Dobra, skoro już zjadłeś wracajmy.
Powiedział Kei jak tylko skończyłem jeść. Wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę naszego mieszkania. Po drodze niepewnie zbliżyłem się jak najbliżej niego. Jego ciepła dłoń złapała moją rękę. Szliśmy tak w całkowitej ciszy. Jego bliskość to było wszystko o czym mogłem marzyć. Może oprócz... dziecięcych marzeń o prawdziwej rodzinie. Kiedy wyszliśmy z zakrętu prowadzącego pod dom zobaczyliśmy jak przed drzwiami stał policjant, miał koło 30 lat, brązowe oczy i czarne włosy schowane pod policyjną czapką. Odruchowo odsunęliśmy się od siebie.
-Ty jesteś Aki?
Kiwnąłem niepewnie głową.
-Od dawna cię szukamy. Twoi rodzice się o ciebie martwią. Nieźle się schowałeś, gdyby nie zbieg okoliczności nie znalazłbym cię. A teraz wracaj do domu.
-Nigdzie nie idę!
Wybuchłem gniewem i przytuliłem się do ramienia Keia. Wiem, że jeżeli Kei kiedykolwiek mi to wypomni umrę ze wstydu ale teraz to nie było ważne. Funkcjonariusz spojrzał na mnie zdziwiony a potem powiedział.
-Rozumiem że pokłóciłeś się z rodzicami, ale oni się na ciebie nie gniewają, możesz spokojnie wrócić do domu, czekają na ciebie. Nie ma powodu żebyś musiał się ukrywać tutaj.
-Ja się nie ukrywam. Ja tu mieszkam. Nie wracam do domu, zostaję z Keiem.
-Słuchaj, dopóki nie skończysz 18 lat nie możesz mieszkać bez rodziców. Dlatego proszę, wróć grzecznie do domu żeby nie narobić mi więcej pracy.
-Powiedziałem że nigdzie nie idę! Teraz to jest mój dom, tu mieszkam i nie mam zamiaru wracać do domu w którym ciągle byłem upokarzany i bity!
-Posłuchaj. Dom, w którym mieszkałeś może i jest mały ale nie ma tam ani kropli alkoholu, a twoi rodzice rozpaczają, od kiedy zniknąłeś.
-M-moi rodzice za mną tęsknią? I-i w domu nie ma alkoholu?
-Bez względu na kłótnie, przez które przeszliście twoi rodzice cię kochają i chcą żebyś został z nimi i żebyście stworzyli prawdziwą rodzinę.
Prawdziwa rodzina? Nigdy się z tym nie spotkałem. Czy naprawdę aż tak wiele mógłby się zmienić? Żeby patologia w której żyłem stała się ciepłą, rodzinną atmosferą? Dłuższa chwila mojego zawahania widocznie sprawiła że Kei uznał, że chcę wrócić do rodziny.
-Możesz go zabrać. Niech wraca do rodziny.
-Kei...
To nie tak że chciałem go opuścić. Kochałem go, ale... myśl że mógłbym mieć rodzinę o której zawsze marzyłem, sprawiała że... czułem się rozdarty. Kei stanął przede mną, i spojrzał mi w oczy łapiąc mnie za oba ramiona.
-Mały, to o czym zawsze marzyłeś to była prawdziwa rodzina, rodzina która cię nie bije, nie pije całymi dniami i nie wystawia twojego ciała na sprzedaż. Widzę przecież jak zaświeciły ci się oczy na wieść o tym że możesz mieć prawdziwą rodzinę. Jeżeli zdecydujesz się wrócić, nie będę miał ci tego za złe. Przecież jakbyś został to codziennie być myślał o tym co mogłeś stracić zostając tutaj. Wybór miejsca gdzie zamieszkasz zależy od ciebie.
-Kei... Będę mógł cię odwiedzać?
Spojrzałem w ziemię czując jak do oczu napływają mi łzy.
-Jasne że tak, wpadaj kiedy zechcesz. Miło będzie pogadać z kimś normalnym dla odmiany.
Rzuciłem się na jego pierś mocząc mu łzami całą koszulkę.
-Widzę że już się pożegnałeś, więc na nas czas.
Powiedział policjant, odsunąłem się od Keia zawstydzony, całkowicie zapomniałem o tym że on tu jest.
-Uważaj na siebie mały.
Przytulił mnie jeszcze do siebie zanim zostałem zabrany do domu... chociaż nie wiedziałem czy natrafię tam na dom o którym śniłem.

piątek, 22 marca 2013

Cierpliwość III- pierwsza randka


*Soichiro*
To takie urocze że Kei w końcu przyznał się do związku z Akim. Od początku wiedziałem że coś między nimi będzie, możliwe że to dla tego cały czas podpuszczałem Keia. W sumiee... ja już sobie kogoś znalazłem a Aki jest zajęty. Hmm... i tak będę do niego zarywał, jest zbyt uroczy żebym mógł mu się oprzeć.
-Przestaniesz wreszcie! Wszystkich, którzy tutaj przychodzą tak traktujesz?!
Kiedy podchodziłem pod agencję usłyszałem uroczy głos, który darł się, prawdopodobnie na Taro. Krzyczał tak głośno, że właściwie nie dało się go nie słyszeć. Niestety Shun nie mógł mi dzisiaj towarzyszyć. Przez odwiedzenie Kazuo, o mało co nie spóźnił się na spotkanie. Oparłem się o framugę drzwi wsłuchując się w kłótnie Yuichiego oraz Taro.
-Jasne że wszystkich tak traktuję, myślisz że jakie mam tutaj inne rozrywki?
-Naprawdę mnie to nie obchodzi. Mogę się spotkać z Soichiro?
-Jasne że byś mógł. Ale pod warunkiem.
-W-warunkiem?
-Ze szczegółami opowiesz mi jak wyglądała wasza wspólna noc.
Spojrzał na Yuichiego z prześmiewczym uśmiechem. Wielka szkoda że nie mogłem mu patrzeć w twarz, musiał wyglądać uroczo, cały oblany czerwienią.
-Jak już mówiłem, między nami kompletnie do niczego nie doszło, więc nawet gdybym miał taki zamiar nie miałbym ci co opowiedzieć!
-Skoro tak... Soichiro tu nie ma, więc nawet gdybym miał taki zamiar nie mógłbym ci powiedzieć gdzie jest.
-I dopiero po pół godziny ty mi to mówisz?!
W jego głosie była powściągana furia. Dalsze przysłuchiwanie się kłótni nie miało sensu więc zaszedłem go od tyłu i zanim się spostrzegł, przycisnąłem go do siebie.
-O Soichiro... nie zauważyłem cię wcześniej.
Odezwał się Taro, ewidentnie wyśmiewając się z Yuichiego, który zdezorientowany i cały czerwony stał w moim uścisku.
-Taro. Przestań proszę się nabijać z klientów. Zwłaszcza jeżeli jest to mój Yuichi.
Zarumienił się jeszcze bardziej na dźwięk słowa ,,mój". Przycisnąłem go jeszcze mocniej do siebię, nie przerywając rozmowy z Taro.
-Jasne że mógłbym, ale nabijanie się z klientów jest najciekawszą rozrywką dnia. Zwłaszcza z twojego chłopca, tak uroczo się rumieni.
-No proszę Taro, myślałem że nie interesujesz się chłopcami. Poza tym, ten tutaj, jak sam zauważyłeś, jest już mój.
-Nie interesuję się chłopcami, ale zabawnie wyglądają, kiedy tutaj przychodzą. A zwłaszcza on.
-Miło się z tobą gadało, ale będę już się zbierać.
Powiedziałem powoli wycofując się z Yuichim w stronę drzwi, prowadzących do korytarza sypialnego.
-Soichiro, jeszcze jedno. Blondynek mówił że kiedy został u ciebie na noc do niczego między wami nie doszło. To prawda?
-Jasne że tak. Nic poza tym że ze sobą spaliśmy.
Uśmiechnąłem się serdecznie do recepcjonisty.
-H-hej... Soichiro! Przecież my wcale...
Zasłoniłem mu usta i zanim zdążył się uwolnić wyszliśmy poza zasięg głosu Taro. Wtedy wyrwał się w mojego uścisku i patrząc na mnie z wyrzutem powiedział.
-Czemu mu to powiedziałeś! Teraz nie będzie mi dawał spokoju! Przecież my wcale nie...
-Jak to nie? Przecież spaliśmy ze sobą. Zostałeś wtedy u mnie na noc, nie pamiętasz?
-No tak... ale my wtedy przecież...
-A kto powiedział że uprawialiśmy seks? Ja miałem tylko na myśli że zasnąłeś na moim łóżku a ja żeby cię nie obudzić zasnąłem z tobą.
Uśmiechnąłem się do niego serdecznie i odwróciłem się w stronę schodów.
-A-ale wiedziałeś przecież jak on to odbierze! Czemu więc mu tak to powiedziałeś?!
Kiedy tylko do mnie podbiegł, złapałem go za bluzkę i przyparłem do ściany, patrząc mu prosto w oczy.
-Bo kiedy się rumienisz wyglądasz uroczo.
Czułem jak jego serce mocno bije, wydawał się taki rozkoszny, taki niewinny. Gdyby nie kłopoty, które bym przyniósł Shunowi wziąłbym go na górę i... nie, musiałem się opanować. Odchyliłem delikatne  bluzkę tak bym miał dostęp do jego szyi. Odwrócił wzrok, cały się czerwieniąc. Nie mogąc już się powstrzymać zacząłem przejeżdżać językiem od ramion aż do jego ust, wpijając się w nie.
-Cz-czekai... S-soichiro. Przes-przestań.
Powiedział kiedy odsunąłem się od niego delikatnie. Tak bardzo chciałem całkowicie posiąść jego kruche ciałko.
-J-jesteśmy na korytarzu... P-puść mnie już... proszę.
Odsunąłem się od niego, chociaż z trudem. Dobrze że aktualnie nikogo nie było w pobliżu. Złapałem Yuichiego za rękę i pociągnąłem go za sobą na górę i do mojego pokoju. Kiedy tylko zamknąłem za nami drzwi Yuichi zajął miejsce na moim łóżku.
-Właściwie to w jakim celu przyszedłeś?
Zapytałem odwracając się w jego stronę i opierając na drzwiach.
-Ja... tylko chciałem cię zobaczyć, powiedziałem mojej rodzinie że nie byłeś mną zainteresowany i spałem u kolegi. Pozwolili mi wrócić do domu, ale... myślałem... pomyślałem że może... mógłbym dzisiaj... mógłbym dzisiaj...
Odwrócił wzrok cały się czerwieniąc. Był taki słodki, ale uznałem że będzie wyglądał jeszcze bardziej uroczo jeżeli niczego mu nie ułatwię. Czekałem aż sam dokończy.
-...może... Mógłbym dzisiaj znowu u ciebie spać?!
Nie spojrzał na mnie wypowiadając te słowa. Przez to jego twarz wydawała się jeszcze bardziej urzekająca.
-Niestety dzisiaj mam pracę... nie mogę spędzić nocy z tobą.
Wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. Zastanawiałem się co powiedzieć żeby się poczuł lepiej.
-Yuichi?
Spojrzał na mnie szklanymi oczami, do których już próbowały napłynąć łzy.
-Nie mogę dzisiaj spędzić z tobą nocy ale jest dopiero południe. Może chciałbyś pójść ze mną do restauracji albo kina?
-N-naprawdę? Znaczy się... czy... czy to będzie... jak... jak...
-Nie... to nie będzie jak randka. To BĘDZIE randka.
W jego źrenicach pojawił się błysk. W mgnieniu oka zeskoczył z łóżka i rzucił mi się na moją szyję. Nie byłem mu dłużny, przycisnąłem go do siebie. Kawałek jego bladej skóry został odsłonięty, przez podwiniętą bluzkę. Zastanawiałem się jak zniosę te dwa tygodnie bez dobrania się do niego. Coraz bardziej miałem ochotę całkowicie go posiąść. Powoli zacząłem jeździć językiem po jego delikatnej szyi, wsunąłem mu jednocześnie rękę pod bluzkę.
-S-Soichiro. C-co robisz? Przestań...
Nie pozwoliłem mu się odsunąć, przyciskając go mocniej do siebie.
-S-s-Soichiro! Przestań!
Odepchnął się ode mnie z całej siły, stracił równowagę i upadł na ziemię. Nie powiem, byłem zdziwiony jego zachowaniem. Może i mnie poniosło, ale wcześniej wydawał się całkowicie pewny tego co chce zrobić. Usiadłem przy nim i przeczesując mu włosy powiedziałem:
-Przepraszam jeżeli przesadziłem, troszeczkę mnie poniosło. Ale twoje delikatne ramiona i skóra sprawiły że nie mogłem się oprzeć.
Zarumienił się jeszcze bardziej i odwrócił wzrok by nie patrzeć mi w oczy.
-To... to nie tak. Ja... nie chcę... nie mogę pozwolić żebyś przeze mnie miał kłopoty.
-Jesteś taki uroczy. Chodźmy już na tę randkę.
Wstałem z podłogi i podszedłem do drzwi. Yuichi cały aż promieniał ale wydawał się też mocno zdenerwowany. Nagle stanął jak wryty.
-Coś się stało?
-No bo... Taro...
-Nie martw się nim. Będę z tobą, nie pozwolę by się z ciebie naśmiewał.
Już z trochę mniejszym zapałem poszedł za mną. Objąłem go ramieniem i poprowadziłem w stronę schodów na dół.
-O, Soichiro. Nie powiesz mi chyba że tak szybko się nim ,,zająłeś"?
Kątem oka zobaczyłem jak mój towarzysz się rumieni.
-Nie widzę powodu żeby się nim zajmować. W końcu ma prawie 16 lat, to już nie jest dziecko... przynajmniej nie do końca.
-I powiedz mi jeszcze że ciągnie cię do jego kruchej postaci.
-Jasne że tak. Widzisz przecież jaki jest słodki, i doskonale wiesz jak ciężko mi się takim oprzeć.
-A właściwie gdzie się z nim wybierasz?
-Do hotelu. Dzisiaj mam w nocy pracę więc nie będę mógł poświęcić mu czasu. To narazie.
W tej właśnie chwili wyciągnąłem Yuichiego na zewnątrz.
-Czemu mu to powiedziałeś? Dlaczego zawsze robisz wszystko żeby mnie gnębił jak tylko przyjdę po ciebie?
-Bo jak się wstydzisz jesteś uroczy.
Odwrócił tylko głowę pomrukując coś i udając zdenerwowanie. Złapałem go za rękę i pociągnąłem za sobą, chwilę potem zrównał ze mną krok zarumieniony jak burak. Trzymałem go za rękę całą drogę do restauracji, szliśmy powoli w całkowitej ciszy. Yuichi przez cały czas wpatrywał się w chodnik robiąc wszystko by uniknąć spojrzeń przechodniów.
-S-Soichiro... mógłbyś może puścić już moją rękę? Ludzie dziwnie się na nas patrzą.
-Nie zwracaj na nich uwagi. Kogo oni obchodzą.
-Ale... co jak ktoś z mojej rodziny nas zobaczy?
-Myślałem że chcesz iść na tę randkę.
-Jasne że chcę! Tylko...
-Wstydzisz się trzymać mnie za rękę? Jakie to słodkie.
Właśnie dotarliśmy do restauracji więc mogłem już go puścić. Zajęliśmy miejsca przy ścianie żeby Yuichi czuł się pewniej. Kiedy zająłem miejsce tuż przed nim i zamówiliśmy coś do jedzenia mogłem spokojnie przyglądać się jego zawstydzonej twarzy. W przeciwieństwie do Keia, ja lubiłem być rozrzutny. Często chodziłem do restauracji, kin, teatrów, kupowałem fajne ubrania i tak dalej. Nie musiałem na nic zbierać ani za nic płacić więc miałem całkiem sporo pieniędzy, których nie miałem na co wydać. W sumie... nie miałem nic przeciwko żeby zacząć je wydawać na tego chłopaczka. Zabawne... sypiałem już z wieloma chłopcami, ale żaden nie chciał się ze mną związać na stałe.
-Masz ochotę na loda?
Yuichi gwałtownie się wyprostował, zrobił się cały czerwony i nerwowo ściskając poduszkę w krześle odpowiedział.
-C...co?
-Mają tu świetne lody, pomyślałem że może chciałbyś spróbować zamiast obiadu.
-A.. tak, jasne. Emm... czemu nie... chętnie spróbuję.
Musiałem się strasznie starać żeby nie parsknąć śmiechem. Wyglądał słodko kiedy się stresował, zwłaszcza kiedy dodatkowo się rumienił. Kiedy podszedł do nas kelner zamówiłem dla nas na spółkę puchar lodowy. Yuichi cały czas wydawał się zdenerwowany się po ,,złej" interpretacji tego co powiedziałem.
-Hej Yuichi.
Pokazałem mu gestem żeby się nachylił. Oparł się o stół zbliżając do mnie. Przysunąłem się do jego twarzy w wyszeptałem do ucha.
-Jeżeli jesteś zawiedziony, na twoje urodziny zafunduję ci innego loda.
Uśmiechnąłem się na widok jego zawstydzenia. Wyglądał jakby chciał wstać i opuścić tą restauracje ze wstydu. Zaczął się wycofywać z powrotem na swoje miejsce ale objąłem ręką jego twarz zatrzymując go,  spojrzałem w jego cudne zielone oczy, przez krótką chwilę nie ruszał się wcale a potem zaczął przysuwać się do mnie. Nie zastanawiałem się długo i zaraz połączyłem nasze usta. Yuichi chyba całkiem zapomniał że jesteśmy w miejscu publicznym bo nie próbował się odsuwać.
-Przepraszam....
Dopiero głos kelnera zesłał go na ziemię. Odskoczył ode mnie jak rakieta siadając gwałtownie na krześle.
-Życzę smacznego.
Rzucił kelner kładąc ogromny puchar lodowy na stole.
-Dziękujemy bardzo.
Powiedziałem z uśmiechem zanim odszedł przewracając oczami. Puchar był ogromny, nałożone były tam co najmniej pięć gałek lodów na nich bita śmietana z truskawkami a na niej... cztery pałeczki czekoladowe. Wziąłem jednał z nich, zanurzyłem w truskawkowej gałce lodowych i przysunąłem do ust Yuichiego.
-Masz, spróbuj.
Niepewnie i delikatnie otworzył usta. Wsunąłem w nie kawałek pałeczki.
-To rzeczywiście jest pyszne.
-Mówiłem.
Przysunąłem kolejny kawałek do jego ust, lekko się zaczerwienił.
-W-wiesz... ja chyba sam sobie poradzę z jedzeniem.
-Być może, ale nie będziesz wyglądał przy tym tak uroczo.
-Przestań już to powtarzać. Nie muszę w każdej sekundzie wyglądać słodko czy uroczo, więc przestań robić wszystko żeby mnie zawstydzać.
-Ale ty wyglądasz uroczo w każdej sekundzie, więc robię wszystko żebyś wyglądał chociaż trochę bardziej uroczo niż zwykle. Poza tym taki mam charakter, zawstydzanie ludzi którzy mi się podobają należy do jego części.
Uśmiechnął się uroczo, spuszczając wzrok. Jego reakcja prawdopodobnie była odpowiedzią na słowo ,,podoba". Otrząsnął się potem i sięgnął do pucharu lodowego. Wziął jednał z pozostałych pałeczek i już miał unieść ją do ust ale złapałem go za nadgarstek.
-Nakarm mnie.
Otworzyłem usta czekając na jego ruch. Niepewnym ruchem podniósł smakołyk do góry i przysunął do moich ust. Wziąłem go i przegryzłem w połowie. Wydaje mi się że już wtedy byłem do niego mocno przywiązany.

sobota, 16 marca 2013

Aki x Kei XI- Kocham...?

Zanim zacznę chciałam podziękować jednej osobie. Praca pisarza jest zwykle nic nie warta kiedy nikt jej nie czyta. Więc nawet najlepsze powieści, o ile nikt ich nie przeczyta, są nic nie warte. Artyści czują największe spełnienie jeżeli wiedzą że ich praca ma sens. Jeżeli ktoś ją ogląda i mu się podoba. Dlatego dziękuję Kamiko, twoje komentarze i świadomość tego że moje powieści się komuś podobają, wiele dla mnie znaczy =3
****************************************************
 
 
-To ja pójdę do łazienki.
Szybko wstałem i na sztywnych nogach poszedłem szybko do łazienki.
-Emmm... a ja się przejdę.
Usłyszałem głos Keia przez zamknięte drzwi łazienki.
-No proszę Kei, kto by się spodziewał... znaczy oprócz nas.
Powiedział Soichiro. Widziałem oczyma wyobraźni jego triumfalny uśmiech.
-Dobra, daruj już sobie.
-Oooo.. Kei, nie próbujesz wszystkiemu zaprzeczyć? Ale wiesz co? Nie tylko ty znalazłeś już sobie kogoś wyjątkowego, zgadnij co za uroczy chłopiec na zabój się we mnie zakochał.
-Ktokolwiek cię zechciał? A to ci niespodzianka.
-Okrutny jesteś Kei. Ale tak, pewien uroczy braciszek jednej z naszych klientek.
Gwałtownie otworzyłem drzwi do łazienki.
-Ten którego molestowałeś na przyjęciu?
-Dokładnie tak. Okazało się że zakochał się we mnie na zabój zaraz po przyjęciu z którego mnie wyrzucono. Nawiasem mówiąc, uroczo wyglądasz Aki.
Soichiro rzucił się na nasze łóżko patrząc na mnie z uśmiechem. Czułem jak na policzki występuje mi rumieniec, odruchowo chciałem zamknąć się znowu w łazience, ale kiedy spróbowałem, zauważyłem że Kazuo przytrzymuje drzwi. Zastanawiałem się jak wymigać się od tej niekomfortowej sytuacji.
-Wiesz Aki, nie ładnie się ukrywać, kiedy przychodzą w odwiedziny goście, nie sądzisz?
Powiedział nachylając się do mnie.
-Cz-cześć Kazuo... Shun... Soichiro, więc co z tym chłopakiem?
-Masz na myśli chłopaka mojego braciszka, czy Keia?
Powiedział Shun, siadając na kanapie, naprzeciwko łóżka.
-Kei, Aki, Shun, Kazuo. Nie żebym ja się nie ekscytował tym że w końcu nasz przyjaciel rozkochał w sobie Akiego, ale wolałbym rozmawiać o mnie.
-Wież mi Soichiro, też wolałbym rozmawiać o tobie.
Powiedział Kei, opierając się o jedną ze ścian. W przeciwieństwie do mnie, on teraz wydawał się niesłychanie spokojny.
-A może wolelibyście żebyśmy was zostawili w spokoju?
-N-nie żebym chciał być niemiły Kazuo, ale ja bym chętnie was opuścił.
-Okrutny jesteś Aki. Chcesz nas opuścić tylko dlatego że naśmiewamy się z związku twojego i Keia?
Powiedział Kazuo, obejmując mnie za szyje i przyciskając do siebie. Właściwie to miałem nadzieję że Kei nie przyjdzie mi z pomocą, mogłoby to jeszcze bardziej nakręcić całą trójkę, więc sam musiałem się obronić.
-Hej Kazuo, nie wypominałeś aby Soichiro molestowania?
-No właśnie. Dlaczego Kazuo może molestować Akiego a ja nie?
-Mówiłeś że już sobie kogoś znalazłeś Soichiro.
Powiedział Kei.
-To że kogoś sobie znalazłem nie znaczy że będę w stanie się oprzeć słodkim chłopcom. Zresztą tak samo jak ty nie mam zamiaru rzucać mojej pracy. Chyba że dla Akiego masz zamiar znaleźć sobie uczciwą pracę?
Cała trójka wbiła wzrok w Keia, wyglądał jakby już w ogóle się nie przejmował tą sytuacją, ale czułem że czuje się równie upokorzony jak ja. Nie sądziłem że Soichiro pytał na poważnie, ale wszyscy najwidoczniej czekali na odpowiedź Keia.
-Nie macie nic lepszego do roboty?
-Niestety nie, i właśnie dlatego przyszliśmy do ciebie. Sądziliśmy że będziemy mieli okazję ponaśmiewać się z dwuznaczności sytuacji w jakiej was zastaniemy ale nie spodziewaliśmy się aż takiego efektu.
Powiedział Soichiro. Nie mogłem się doczekać aż to upokarzające przedstawienie się skończy. Wtedy się odezwał Kei.
-A właśnie, jak tutaj weszliście? Drzwi były zamknięte.
Zaraz potem nastąpiła nieznośna cisza. Wszyscy stali jak zamurowani, zwłaszcza że spojrzenie Keia świadczyło o tym, że zabije całą trójkę jeżeli się okaże że zabrali mu klucze.
-Nie żebyśmy mieli dosyć waszego towarzystwa ale pozwolimy wam nacieszyć się sobą. Nie wymęcz naszego Akiego, Kei.
Odezwał się spokojnie Shun wstając z kanapy i wycofując się w stronę drzwi.
-A tak przy okazji, ładnie się urządziłeś Kei. Wpadniemy jeszcze kiedyś.
Dodał Kazuo, chwilę potem cała trójka zniknęła. Odetchnąłem z ulgą kiedy zatrzasnęły się za nimi drzwi. Chwilę potem poczułem ciepłe ręce czochrające mi włosy. Spojrzałem w góre na Keia. Miał wbity wzrok w drzwi. Patrząc na jego twarz serce zaczęło mi bić mocniej. Coś w jego spojrzeniu sprawiało że nogi się pode mną uginały. Przez całe życie jedyne uczucia których doświadczałem to był ból i strach, dlatego nie byłem pewny co to za uczucie, które czułem od kiedy go poznałem, ale jedno wiedziałem na pewno. Byłem gotów na wszystko by pozostać z nim. Kiedy odwrócił wzrok w moją stronę spojrzałem zarumieniony w podłogę. Usłyszałem stłumione parsknięcie ze strony Keia a potem poczułem obejmujące mnie ramiona. Podniosłem głowę do góry czując jak coraz bardziej się czerwienie. Przybliżył swoją twarz do mojej i połączył nasze usta. Chwilę potem straciłem grunt pod nogami, kiedy Kei wziął mnie na ręce. Gdy spojrzał mi w oczy zażenowany opuściłem wzrok. Zaraz potem zostałem upuszczony na miękki materac. Schylił się nade mną i zaczął jeźdźić językiem po mojej szyi. Jęknąłem cicho, odwracając twarz i zamykając oczy.
-W porządku mały?
Kiwnąłem tylko głową nie odwracając się. Ciepłe ręce Keia zaczęły się wsuwać pod moją bluzkę i dotykać moich sutków. Pojedyncze, ciche jęki wbrew mojej woli zaczęły się wydobywać z moich zaciśniętych ust. Wtedy Kei wyjął ręce spod mojej bluzki i powoli zsuwał moje spodnie zjeżdżając jednocześnie językiem od mojego podbrzusza w dół.
-N...nnn.
Chwyciłem się pościeli starając się pohamować emocje. Kiedy Kei zsunął mi spodnie do kolan zaczął lizać mojego członka wzdłuż długości. Odruchowo złączyłem nogi, ale rozchylił je jeszcze bardziej niż wcześniej żeby mieć do mnie łatwiejszy dostęp. Wziął moje przyrodzenie w całości do ust. Czułem jak nabrzmiewam.
-K..kei... nie... n-nnnn.. ja... ja... aaach.
Podniecenie nie pozwoliło mi dokończyć zdania, chwilę potem doszedłem w ustach Keia. Usiadł wtedy na moich biodrach, ściągając ze mnie bluzkę i zaczął delikatnie przejeżdżać językiem po mojej piersi. Złapałem się jego koszuli jęcząc w spazmach. Chwilę potem poczułem jak wkłada we mnie palce.
-Ach... ał. Nie...
-Mały, rozluźnij się, spokojnie.
Odwróciłem zaczerwienioną twarz w stronę ściany. Cieszyłem się że Kei nie zmuszał mnie do patrzenia mu w twarz, chociaż po tym wszystkim co zrobiliśmy powinienem przy nim się trochę mniej wstydzić. Zszedł ze mnie i podciągnął mnie do siebie, powoli nadziewając mnie na swojego członka. Jęki bólu oraz rozkoszy rozchodziły się po całym mieszkaniu.
-Spokojnie, oddychaj powoli. Zaraz się przyzwyczaisz.
Powiedział ocierając łzy spływające po moich policzkach, jednocześnie odsuwając i przyciągając mnie do siebie. złapałem się jego koszuli starając się pohamować emocje ale nie byłem w stanie. Po dłuższym czasie poczułem jak się we mnie wytryskuje, przestając mną poruszać. Oparłem twarz na jego piersi przytulając się do niego kurczowo i oddychając szybko. Serce biło mi tak szybko jak wtedy gdy szedłem do domu pani Higashiyamy, tylko że tym razem było to przyjemne uczucie. Jego ciepłe ramiona przycisnęły mnie mocniej do siebie.
-Hej mały...
spojrzałem w górę, prosto w brązowe oczy, których widok jeszcze kilka dni temu mnie onieśmielał. Uśmiechnął się patrząc na moją twarz, wiedziałem że jestem cały czerwony ale powstrzymałem się przed odwróceniem wzroku. Nagle jego twarz przybrała poważny wyraz.
-Nie próbuj nigdy ode mnie uciec. Odwróciłeś moje życie do góry nogami, teraz będziesz za to płacił do końca życia.
Nie sądziłem... że kiedykolwiek usłyszę od niego coś takiego. Kiwnąłem tylko głową uśmiechając się, a potem przytuliłem się do niego twarzą i powiedziałem.
-Też cię kocham Kei.
Te słowa były instynktowne i nieprzemyślane ale nie żałowałem że je wypowiedziałem. Może nie znałem go zbyt długo ale byłem pewien tego co czułem. Dopiero po krótkiej chwili zauważyłem że Kei nawet się nie oderwał. Oderwałem się od jego koszuli, schodząc z niego.
-A... ja... znaczy się...
Nie wiedziałem że tak na to zareaguje. Byłoby lepiej gdybym jednak siedział cicho i się nie odzywał. Co jeżeli po moim wyznaniu Kei uznał że to się dzieje za szybko? A jak właśnie zniszczyłem szanse na bycie z nim? Jednak ręka Keia mierzwiąca moje włosy odgoniła moje wątpliwości. Nic nie dodał, nie odpowiedział, ale jego czułe gesty wydawały się mówić więcej od słów. Byłem gotowy poświęcić wszystko żeby być przy nim i go wspierać.